Issey Miyake: plisy, A-POC i moda, która stała się rzeźbą

Issey Miyake to jedno z tych nazwisk, które zmieniło sposób, w jaki myślimy o ubraniu. Nie tylko o modzie – o samym ubraniu, jego relacji z ciałem, o tym, jak materia reaguje na ruch i jak może stać się nośnikiem idei. W świecie, w którym projektanci gonią za sezonowymi trendami, Miyake szukał czegoś innego: wolności. Wolności w tkaninie, w ciele, w przestrzeni pomiędzy.

W tym tekście opowiem o plisach Pleats Please, które zrewolucjonizowały codzienne ubieranie się, o projekcie A-POC – ubraniu powstającym z jednego kawałka materiału, a także o tym, jak spuściznę japońskiego mistrza kontynuuje dziś jego następca, Satoshi Kondo.


Moda i sztuka: dialog z Erwinem Wurm’em

Inspiracją dla ostatnich pokazów Issey Miyake stały się prace austriackiego artysty Erwina Wurma. Jego rzeźby – groteskowe, absurdalne, pełne humoru – od lat budzą zainteresowanie nie tylko w świecie sztuki, ale także w modzie. Wurm bawi się ciałem: wkłada je w za duże swetry, torby większe niż sylwetka, wyolbrzymia, deformuje, przesuwa granice między człowiekiem a przedmiotem.

Na jednym z paryskich pokazów Miyake zobaczyliśmy wyraźny dialog z tym językiem. Modelki wyglądały, jakby wyszły prosto z galerii sztuki współczesnej: bluzka-torba, koszula przypominająca papierową siatkę, przeskalowany sweter noszony jak rzeźba. Ubranie nie było dekoracją ciała, ale pytaniem – co jeszcze można uznać za modę?

Ten pokaz miał w sobie coś z performansu. Sala Luwru zamieniła się w przestrzeń pomiędzy instalacją a wystawą. Publiczność nie była tylko widzem, ale częścią ruchomej rzeźby zbudowanej z ludzi i tkanin. To dokładnie ten rodzaj „pomiędzy” – Ma, jak mówią Japończycy – który fascynował Miyakego przez całe życie.


Pleats Please – plisy, które zmieniły świat

Choć historia Miyakego to wiele rozdziałów, najbardziej rozpoznawalny pozostaje jeden: Pleats Please.

Zaczęło się od szalika i potrzeby stworzenia tkaniny, która będzie lekka, praktyczna i odporna na codzienne życie. Eksperymenty z poliestrem doprowadziły do odkrycia metody, która pozwalała szyć ubranie, a dopiero potem poddawać je procesowi plisowania w wysokiej temperaturze. Efekt był rewolucyjny: ubranie, które nie gniecie się, które można zwinąć w kulkę i wyjąć z walizki w idealnym stanie.

Pleats Please trafiły do sprzedaży w 1993 roku i od razu stały się hitem. Nie miały logo, nie potrzebowały reklamy. Ich siła tkwiła w ruchu i fakturze – w tym, jak żyją na ciele. Dziś nadal są obecne w sklepach i garderobach wiernych fanów marki. Może nie przebijają się w algorytmach TikToka, ale właśnie dlatego są ważne: ponadczasowe, trwałe, niepodporządkowane modzie chwili.


A-POC – ubranie z jednego kawałka materiału

Kolejnym wielkim krokiem w historii Miyakego był projekt A-POC (A Piece of Cloth). To idea, by całe ubranie powstawało z jednego, nieprzerwanego fragmentu materiału – bez wykrojów, bez odpadów, bez klasycznych szwów.

Podczas jednego z pokazów w 1998 roku projektanci studia Miyake przecięli na oczach publiczności tubę dzianiny. W jej wnętrzu kryły się gotowe ubrania. Ten moment był manifestem: ubranie nie musi być zszywane z kawałków – może powstawać jako całość, zaprogramowana już na poziomie nici.

A-POC to przykład, jak moda może stać się technologią i inżynierią. To także zapowiedź współczesnych idei zero waste i personalizacji. Każdy użytkownik mógł z tej samej tkaniny wyciąć coś innego: spodnie, top, sukienkę. Proces był demokratyczny i rewolucyjny zarazem. Nie dziwi, że model A-POC trafił do stałej kolekcji MoMA w Nowym Jorku – nie jako sezonowy eksponat, ale jako wynalazek.


Satoshi Kondo – kontynuacja i wolność

Po śmierci Issey Miyakego w 2022 roku kierownictwo domu mody przejął Satoshi Kondo. Urodzony w Kioto, dorastał w domu pełnym tkanin i papierowych wykrojów, bo jego matka była konstruktorką ubioru. W 2007 roku dołączył do zespołu Miyake i przez lata poznał wszystkie działy od podszewki.

Kondo nie boi się dziedzictwa mistrza. Nie traktuje go jak ciężaru, ale jak źródło. Nie kopiuje Miyakego, tylko rozwija jego filozofię: ubranie ma wspierać ciało, a nie je kontrolować. Jego projekty – od dzianinowych rzeźb po kolekcje inspirowane Wurm’em – pokazują, że moda może być jednocześnie piękna i konceptualna, praktyczna i poetycka.

„Kiedy pragniesz naprawdę pięknego kwiatu, nie idziesz do kwiaciarni. Idziesz do lasu” – mówi Kondo. To zdanie najlepiej oddaje jego podejście: projektowanie jako poszukiwanie, jako droga, która prowadzi do czegoś nieoczywistego.


Miyake – projektant ubrań, nie mody

Issey Miyake nigdy nie lubił określenia „projektant mody”. Wolał mówić o sobie „twórca ubrań” (maker). To słowo proste, ale trafne. Bo dla niego ubranie nie było ozdobą ani statusem – było narzędziem życia. Miało reagować na ciało, dawać swobodę, opowiadać o człowieku.

Dlatego jego prace trafiły nie tylko na wybiegi, ale i do muzeów sztuki współczesnej. Nie dlatego, że były ekstrawaganckie, ale dlatego, że poszerzały granice myślenia o tym, czym w ogóle jest ubranie.


Dziedzictwo i przyszłość

Dziś, kiedy patrzymy na spuściznę Miyakego, widać w niej coś więcej niż tylko kolekcje. To filozofia projektowania, która zrodziła się z doświadczeń Japonii, ale stała się uniwersalnym językiem.

Plisy Pleats Please to przykład, jak codzienność może stać się rewolucją. A-POC to dowód, że technologia i moda mogą współpracować w imię zrównoważonej przyszłości. Projekty Satoshiego Kondo pokazują, że dziedzictwo Miyakego żyje – i że wolność w projektowaniu to najlepsza forma kontynuacji.

Issey Miyake pozostaje jednym z najważniejszych projektantów XX i XXI wieku. Nie dlatego, że stworzył modę spektakularną, ale dlatego, że nauczył nas, iż ubranie może być rzeźbą, przestrzenią, gestem. Że moda nie musi podążać za trendami, by opowiadać o tym, co najważniejsze: o człowieku.