Karl Lagerfeld i Jacques de Bascher: elegancja, kontrola, tęsknota

Gdy myślimy o Karlu Lagerfeldzie, zazwyczaj widzimy postać, która z biegiem lat stała się ikoną: charakterystyczna fryzura, bielone włosy związane w kucyk, ciemne okulary, wysoki kołnierz koszuli, czarne rękawiczki bez palców. Człowiek, który z modowego zawodu uczynił koncepcję totalną. Projektant, który od dekad łączył pozornie niemożliwe: barok z minimalizmem, dyscyplinę z rozbuchanym ego, Chanel z H&M.

A jednak pod warstwami projektów, cytatów, autoironii i perfekcyjnie zaplanowanego wizerunku, kryła się historia dużo bardziej intymna. Historia, o której sam Lagerfeld mówił niewiele, a która być może najlepiej tłumaczy jego samotność.

W najnowszym odcinku podcastu „Wielki świat, kuchenny blat” przyglądam się jego relacji z Jacquesem de Bascherem — mężczyzną, którego Karl kochał przez osiemnaście lat, choć podobno nigdy się nie dotknęli. Nie jest to opowieść o namiętności. To opowieść o czymś trudniejszym: o miłości, której nie można było przeżyć tak, jak się chciało. Bo bliskość była zbyt niebezpieczna.

Jacques de Bascher to postać, która z jednej strony należy do historii mody, a z drugiej — niemal całkowicie z niej znika. Pojawia się na starych zdjęciach z lat 70., zawsze z papierosem, zawsze piękny, zawsze pewny siebie. Bywalec klubów, étienne paryskiego hedonizmu, kochanek Yves Saint Laurenta. A jednocześnie człowiek, który przez osiemnaście lat był najbliższą osobą Karla Lagerfelda.

Karl, choć miał możliwość, nigdy nie próbował Jacquesa do siebie przywiązać. Nie kontrolował go. Nie ograniczał. Może dlatego, że kontrolował wszystko inne. Jacques był wolny. I był destrukcyjny. Karl nie chciał go zmieniać. Chciał go obserwować. Chciał, żeby istniał. I żeby świat patrzył na niego z takim zachwytem, z jakim on patrzył każdego dnia.

Po śmierci Jacquesa w 1989 roku na AIDS, Karl się zamknął. Jeszcze bardziej niż przedtem. Praca stała się obsesyjna. Wizerunek — nieprzenikniony. Jakby nie pozwalał sobie na żadne dalsze straty. Nie było łez w mediach. 

W odcinku podcastu wracam do tych wątków nie po to, by szukać sensacji, ale by zrozumieć, dlaczego Lagerfeld przez lata nie zdejmował okularów. Może dlatego, że pod nimi nie było tylko zmarszczek, ale również strata, która nigdy nie została opłakana.

Jego biografia, choć na pozór spektakularna, pełna jest momentów intymnych i cichych. Młodzieńcze zafascynowanie XVIII wiekiem. Praca do późnych godzin. Dyscyplina, która była jego tarczą.

Kiedy w 2004 roku H&M zaprosiło Lagerfelda do współpracy, wiele osób uznało to za kompromitację. On sam przeciwnie: potraktował to jako świetną okazję do kolejnego twórczego eksperymentu.  Projektant nie musi projektować dla wybranych. Może być jak Warhol. Może powielać. Może być obecny wszędzie.

Ale gdzie w tym wszystkim był Karl? 

W swoim rysowniku i w opowieści, której nigdy do końca nie wypowiedział.

Zadaję w tym odcinku pytanie, które nie daje mi spokoju: czy jego największym dziełem był rzeczywiście on sam? Czy można było go naprawdę poznać? I czy Jacques de Bascher nie był jedynym, który być może zobaczył go takim, jakim nigdy nie pokazał się publicznie?

Zapraszam do słuchania.